sobota, 31 sierpnia 2013

Wrażenia po treningu "siłowym".

Czemu tak napisałam słowo 'siłowym'? Ponieważ to dopiero zarys odnawiania przysięgi małżeńskiej z moimi hantlami. Kupiłam je ponad 2 lata temu. Był okres, że sumiennie ćwiczyłam. Potem ten proceder został przeze mnie zarzucony na cześć biegania 5 a nie 4 razy w tygodniu i zwyczajnie mi się nie chciało wykonywać tylu treningów. Odkąd zmieniłam sposób odżywiania się i mam więcej energii, to mogłabym ćwiczyć różne rzeczy, ale czasu również mi brakuje. Muszę się skupić więc na 4 biegach tygodniowo, 3 treningach obwodowych z obciążenie i na rowerze. W tym momencie nawet się cieszę, że nie umiem pływać, bo pewnie bym jeszcze na basen chciała chodzić. 

Mój wczorajszy trening wyglądał tak (rozpiska została zaczerpnięta ze strony ladies sfd)
Wykonałam dwa pełne obwody


Pojawiły się różne wyniki, ponieważ to był pierwszy trening i musiałam wypróbować obciążenia. Niekiedy okazywały się za małe i mogłam więcej nałożyć obciążników na gryfy . Zobaczymy jak będzie szło na II treningu "B". Trochę mi te ćwiczenia nie pasują w takim zestawie, ale to kombinować będę za parę tygodni jak się wzmocnię. Ogólnie jestem zadowolona, z moją techniką nie jest źle, dawno się nauczyłam jak wykonywać ćwiczenia. Będzie dobrze, jeśli wytrwam w postanowieniu. 

piątek, 30 sierpnia 2013

Aktywnie

Wtorek: Bieganie
Środa: Rowerowanie
Czwartek: Squash i sauna
Piątek: Siłówa
Sobota i niedziela: Bieganie (jak się uda)

Jak widać staram się być w ruchu. Mniej czasu spędzać przed komputerem, więcej robić poza komputerem :D Plus zdrowe pyszności z nowych nabytków ziarenkowych. 

Ps. Squash to zabójstwo. Przykładem jest moja wywinięta na drugą stronę kostka. Dziś już mniej boli, ale wczoraj myślałam, że trzeba będzie mnie zbierać z kortu.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Dieta to styl życia? 30 lat minęło.

Określenie "jestem na diecie" budzi we mnie silne uczucie poirytowania. Ukończyłam lat 30 i teraz z pełną świadomością mogę się wypowiedzieć na temat tego okropnego zjawiska, stylu życia i dziwnej propagandy bycia na diecie. Śmiało stwierdzam, że na ów diecie jestem jakąś połowę swojego życia. A to z lepszym, a to z gorszym skutkiem. Obecnie jestem pod opieką dietetyka, ale niestety moja pańca nie siedzi ze mną w domu, nie przebywa w mojej lodówce, anie tym bardziej nie robi ze mną zakupów, czy też pilnuje mnie przed pokusami. Tego musiałam nauczyć się sama. Mozolna ta nauka, oj mozolna. Minęły 3 miesiące. Długie i czasem bolesne dla mojej "diety". Urlop odchorowałam już, a właściwie odchorował mocno mój żołądek. Kontuzja stopy wykluczyła mnie na pewien czas z biegów. Zastąpiłam je innymi ćwiczeniami. Takimi, które pozwalały na to, by moja chora stopa zmieściła się w buta sportowego. Dzięki temu moja kondycja nie ucierpiała, a mięśnie troszkę się wzmocniły jak mniemam.

Do czego zmierzam...

To był czas również na przemyślenia. Myślałam i myślałam. Wniosek? Diety wykluczające "na zawsze" coś z mojego jadłospisu po prostu nie działają. Pojawi się kompuls i będę musiała kiedyś "to" pożreć. Zaczęłam więc kombinować. Nowe smaki, nowe potrawy, nowe ziarenka - moje ukochane. Bez ziarenek nie mogę żyć. Znalazłam kilka blogów i zafascynowana poczynaniami piszących tam osób - zaczęłam i ja zupełnie zdrowo się odżywiać. Po tych 3 miesiąch mogę bez dwóch zdań stwierdzić, że dawne jedzenie po prostu mi nie smakuje. Nie lubię już Magnum Almond, ani frytek, ani kfc, ani jedzenia ogólnie na mieście. Na nowo zaczęłam czytać "Jedz i biegaj" oraz odkryłam bogactwo kaszy jaglanej. Tyle energii co teraz - chyba nie miałam nigdy !!! Postaram się od czasu do czasu zamieszczać tu moje poczynania kulinarne. Zgodnie z tytułem bloga BIEGAM I JEM.