Łojojojoj. Jak ciężko mi się żyje :D Nie mam sił, ale na szczęście choroba trochę odpuszcza. Nadal nie mam węchu, ale już w miarę oddycham. Leki skończone. Nie myślałam, że na początek sezonu tak mnie pozamiata. Samo się schudło parę kg, dbam też o to, żeby jeść zdrowo. Mimo, że nie czuję smaku przez tego nochala. Wybieram się na zakupy warzywno-ziarenkowo-owocowe. Postanowiłam też nie jeść mięcha przez 2 weeki. Będę wcinać ryby, bo są bardziej wartościowe. Czuję zwyczajnie odrzut do kurczaków itp. Może przez to chorowanie ciągle.
Znowu maj, a ja jestem utyta na maksa. Źle mi z tym. Wstydzę się łazić po ulicach. Przeglądam się w wystawach sklepowych i widzę big ball!
Dobrze, że będzie trochę wolnego, to wykorzystam ten czas aktywnie. Odkurzę mój biedny rower i buty biegowe. Już wczoraj sobie myślałam, że skoro w mojej okolicy nie ma gdzie biegać, to będę jeździć rowerem w takie rejony, w których można biegać i ... będę biegać :D