sobota, 27 kwietnia 2013

The one with the return.

       Łojojojoj. Jak ciężko mi się żyje :D Nie mam sił, ale na szczęście choroba trochę odpuszcza. Nadal nie mam węchu, ale już w miarę oddycham. Leki skończone. Nie myślałam, że na początek sezonu tak mnie pozamiata. Samo się schudło parę kg, dbam też o to, żeby jeść zdrowo. Mimo, że nie czuję smaku przez tego nochala. Wybieram się na zakupy warzywno-ziarenkowo-owocowe. Postanowiłam też nie jeść mięcha przez 2 weeki. Będę wcinać ryby, bo są  bardziej wartościowe. Czuję zwyczajnie odrzut do kurczaków itp. Może przez to chorowanie ciągle. 

           Znowu maj, a ja jestem utyta na maksa. Źle mi z tym. Wstydzę się łazić po ulicach. Przeglądam się w wystawach sklepowych i widzę big ball! 

           Dobrze, że będzie trochę wolnego, to wykorzystam ten czas aktywnie. Odkurzę mój biedny rower i buty biegowe. Już wczoraj sobie myślałam, że skoro w mojej okolicy nie ma gdzie biegać, to będę jeździć rowerem w takie rejony, w których można biegać i ... będę biegać :D

piątek, 19 kwietnia 2013

Kiedy bakterio-wirusy zaatakowały na maxa!

     Złośliwa jest ta przyroda, oj bardzo. Skupiona na pracy i na planach biegowych, z nowymi celami i ciuchami - rozchorowałam się na tip top! Why why why? Zaczęła  się wiosna, a u mnie zaczęło się piekło. Biorę antybiotyki, ale ciula pomagają. Leżę, ledwo ruszam łapą, stopą. Jak to? Przecież ja nie mam czasu na chorowanie. Mój czas nie pozwalał na to zupełnie. Poddałam się. Lekarz był nieunikniony. 
     Porachą jest również to, że dziś przyjeżdża do mnie mój rower, nowiuśki, zakupiony w wakacje, ale mało używany, bo postawiłam na bieganie. Na rower brakło czasu. Może teraz spróbuję jeździć dla przyjemności i przy okazji zgubić kilka kilogramów, bo biegania się wstydzę. Nie wiem co mi na mózg padło, ale we wcześniejszym miejscu zamieszkania miałam zalew, ścieżki biegowe, las i polany do biegania, a obecnie mam blokowisko, wylotówkę na Tarnów i kupę gapiów po drodze (może dlatego, że jestem bardzo kolorowa i rzucam się w oczy). Na rowerze będzie mi lepiej i bez nadmiernego obciążania - zrzucać balast, a potem hopsasa bieganko!

sobota, 13 kwietnia 2013

Kiedy nie masz czasu.

Przyznaję się, że nie ćwiczyłam ostatnimi dniami. Praca zajmowała mi po kilkanaście godzin dziennie i nie było takiej opcji, bo poza pracą brałam rzeczy do domu, do zrobienia na wczoraj. Postarałam się natomiast jeść zdrowo. Raz wychodziło lepiej, raz gorzej, ale ogólnie jest dobrze.

Wreszcie wiosna, więc będzie można biegać, jeździć na rowerze i chłonąć słońce. Pięknie! Tylko obym znalazła na to czas. 

niedziela, 7 kwietnia 2013

Kiedy ćwiczysz odwagę.

Może to głupio zabrzmi, ale odkąd byłam grubasem, to zawsze bałam się ludzi, ich reakcji i spojrzeń. Po treningu byłam bardzo głodna, zjadłam banana i postanowiłam się spotkać z koleżanką na jakiś zdrowy obiad na mieście (wiem, zaprzeczenie). Koleżanka już była wcześniej, więc pozostało mi pójść na obiad samej. Poszłam. Czuję się niepewnie w publicznych miejscach. Weszłam do knajpki i znalazłam stolik na kompletnym uboczu, tyłem do ludzi. Zamówiłam sobie żarło i grzebałam w telefonie cały czas. Kiedy przyniesiono mi talerz pomyślałam sobie: "Pewnie patrzą się na mnie i myślą, że grubas pożera taką porcję!!!!!!!". Hmm... Ewidentnie mam coś z głową. Ulgę poczułam dopiero wtedy jak po zapłaceniu rachunku, szybko uciekłam z pomieszczenia na świeże powietrze.

Był to doskonały sprawdziań tego, jak bardzo niepewnie się czuję sama ze sobą. W swoim ciele. I co? Kolejny punkt do motywacyjnej walki o lepsze jutro dla siebie i siebie i siebie. Tylko siebie. Może żałosne, może mega durne, ale było mi smutno i pusto, ale... jedzenie wyśmienite :D:D:D

Kiedy pomidor rzucił w Ciebie pomidorem.

Wczoraj aż mnie telepało na coś słodkiego, słonego i jeszcze ciul wie co. Poszłam do sklepu o 21.00!!! I kupiłam lody magnum migdałowe (na patyku, żeby nie było). Potem smakowało mi masło z chlebem i solą. Celowo napisałam masło pierwsze, bo go tyyyyle było. Cycki mnie tak bolały, że nie mogłam się położyć, oglądałam Przyjaciół do 2.00 w nocy, płakałam i się śmiałam, a na koniec całkiem się rozbeczałam. Pomyślałam, że jestem beznadziejna i poszłam w końcu spać. 

Okres mnie dopadł. Stąd te huśtawki. Teraz będzie tylko lepiej, nie mam już żadnych zachcianek i poćwiczyłam z rana: Cardio i potem machnęłam jeszcze inny workout na absy. 


Pewnie dziś się będę źle czuć, ale chociaż na parę chwil dopadły mnie endorfiny i pobudziłam się do życia. 

I tak czwarty dzień z ćwiczeniami. Czasem poboli mnie kolano, ale jak pomyślę, że z każdym dniem będę lżejsza, to robię lżejsze wersje ćwiczeń i dalej jadę z koksem :)

sobota, 6 kwietnia 2013

Kiedy trzeci dzień daję radę z ćwiczeniami.

Z ciekawości odziałam się w pulsometr. Pokazał upalonych 208 kcal w pół h. Dobry wynik zważywszy na to, że ćwiczenia nie były ćwiczeniami cardio. Podoba mi się to. Myślałam, że starciłam formę, ale nie. Wszystkie ćwiczenia wykonuję eleganko i dokładnie. Oddycham tak jak trza, skupiam się na technice. Oby mi się udało to pociągnąć przez kolejne miesiące i oby mi się udało wrócić do biegania. Na chwilę obecną jest to niemożliwe. Nie ma tego złego...

piątek, 5 kwietnia 2013

Kiedy przemogłam niechcieja i poćwiczyłam drugi raz.

Dzień należał do wyjątkowo wkurzających. Ogólnie wstałam trzema lewymi stopami najwyraźniej, bo denerwuje mnie all and everyone! Wróciłam do domu. W skrzynce czekało na mnie awizo. Moja kurtka!!! Przy okazji rozliczyłam pita i polazłam ją odebrać. Jest mega fajna, ale jeszcze trochę przyciasna. Za 5 kg będzie jak ulał. 

Kolana mnie bolą. Wejścia i zejścia schodami powodują lekkie kłucie. Hmm. Masz babo jeszcze ból kolan. Grubciu. W ogóle miałam czas przemyśleń. Weekend postanowiłam spędzić samotnie, ogarnąć się od stóp do głów, pogotować zdrowe jedzenie na parę dni. Obmyśleć plan działania. Zacznę planować posiłki mniej więcej, bo najczęściej jest tak jak dziś, że poszłam po pracy do galerii na zakupy i dopadł mnie mały głód. Poszłam do subwaya po pół kanapki. Wiem, że niezdrowe, ale pocieszam się, że moja koleżanka zeżarła pakę boxa z kfc. Wiem, marne pocieszenie, ale zawsze jakieś. W domu już nie szarżowałam. Łoś z makaronem razowym, fasolką i groszkiem. Kupiłam też kilka przypraw i quinoę. 

- Lubię takie rzeczy. Lubię "BIO".
- Lubisz, lubisz, to czemu nie jadasz bio?
- Bo mi się nie chce gotować, pilnować... Nie mam na to czasu aż tyle, ile bym chciała mieć.
- Powiem Ci jak Twoja mama: "A jak będziesz pracować od rana do wieczora, dwójka dzieciorów uwiesi się u spódnicy z wołaniem o żarcie, mąż zapragnie kawy a pies na spacer?"
- Racja. Marna wymówka.

Marna?!

Poćwiczyłam. Workout nr 1. Humor lepsiejszy.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Kiedy jednak poćwiczyłaś i mądrze żarłaś.

Je je je. Właśnie tak. Rano niestety nie mogłam się dobudzić, drzemkę włączałam 7 razy (!!!). Zaspałam na wszystko. Nie mogłam się doczołgać do łazienki, do kuchni, ubrać się. No czapa. Dzień okropny. Smętny, ciapowaty. Moje ciało chyba jest zalane węglami jeszcze i nie może się wygrzebać z śpiochowego dołka. Na trening zdecydowałam się o 20.00. Zrobiłam cardio w domu. Z Jillian. Krzyczała na mnie i motywowała:

 10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
 and done!

Czuję się świetnie. Miło mi na ciele i duszy. Mogę spokojnie pójść spać. Jutro mam ochotę na więcej. Jadłam zdrowo-kolorowo.

środa, 3 kwietnia 2013

Kiedy dociera do Ciebie, że jesteś gruba.

Tak gruba. Nie inaczej. Nie pulchna, nie przy kości, nie okrągła. Po prostu gruba jak grubas. No to zrobiłam to. Wlazłam na wagę. Waga nie kłamie, ale żeby tak w żywe oczy takim wynikiem?! Tak prosto w twarz? Nie żeby się wskazówka zatrzymała. Nie żeby zawahała. Tylko tak trzask prosto po oczach. Bez zbędnych emocji zeszłam z tego diabelstwa. Zakodowałam w głowie wynik. Chwalę się: 73.5 kg. W takim amoku nawet się już nie mierzyłam. Pewnie metr krawiecki by mnie nie objął haha. Smutno, ale czego się spodziewałaś kobito? No czego? Że mniej będzie?  Pfff...Żarty chyba! Poszłam zjeść śniadanie i napić się kawy. Przemyślałam sprawę i dziś jednak zmykam do siebie. Wieczorem podjadę do Tesco i zrobię zakupy. Przede wszystkim pojemniki na żywność, małe i duże. Na przyprawy. Same przyprawy. Coś, co pomoże mi na wstępie tego działania. 3 miesiące to kupa czasu, żeby naprawić kilka błędów i nauczyć się dbać o zdrowie. Bo przecież mam je tylko jedno. To bzdet filozoficzny, ale nie chcę zrzędzić do końca życia. 

wtorek, 2 kwietnia 2013

Kiedy w głowie rodzi się plan pobiegania.

Pogoda nawet ładna. Słońce, ciapa, błoto, ale przynajmniej nie pizga i nie pada. W takim tonie w głowie zaskoczył trybek, aby potruchtać, ruszyć mięśnie i pooddychać świeżym powietrzem. Poza tym nawet się postarałam pojeść zdrowo i w miarę nie podjadać. Spadł mi cukier, poratowałam się mandarynkami i było ok. Mam 3 miesiące na to, by coś zrobić.  Bo inaczej będzie płacz, że już lipiec a ja ciągle tłusta/gruba/brzydka/etc. Jutro się zważę i pomierzę. Strach się bać. Postanowiłam, że nie będę się ważyć u siebie, tylko u rodziców. Zmotywuje mnie to do:
  1. Dbania o własne zdrowie i ciało.
  2. Częstszego odwiedzania parentsów i kota.
A dziś również w planie wypijanie dużej ilości wody.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Kiedy w łapy wpada okazja kupna NIKE CYCLONE VAPOR JACKET.

     Oł jea jak to się mówi!!! Jak zwykle zamiast biegać po szklance, to szperałam po necie w poszukiwaniu ciekawych ciuchów/butów biegowych. Natrafiłam na świetną okazję !!!


Moja wygląda tak:


I zapłaciłam za nią całe 89 zł z przesyłką (new). Aż się morda cieszy :D