10 dni diety zleciało jak z bicza czasł!!! Muszę także pochwalić się aktywnością fizyczną. W 4 dni ćwiczyłam. Oczywiście na początku wolałam nie, zanim się bebech przyzwyczaił do mniejszej podaży kalorycznej. Ogólnie jestem zadowolona z siebie, bardziej radosna, więcej mi się chce rzeczy robić w ciągu dnia. i przede wszystkim chce mi się ćwiczyć :)
piątek, 7 czerwca 2013
środa, 5 czerwca 2013
Jako biegaczka "brzmię" niewiarygodnie.
Zapomniałam już, że przytyłam i jak wśród znajomych z pracy czasem się mówi o bieganiu i mnie pytają o sprawy związane z bieganiem, to brzmię dosyć niewiarygodnie. Hmm... Po prostu zapomniałam, że ważę 20kg więcej niż za czasów swojej świetności biegowej. Bolą mnie kolana, trudność sprawia mi wchodzenie po schodach. Zapomniałam...
Dobrze, że się wzięłam za siebie. I tak jest już późno, ale nie ma tego złego...
Czekam na Garmina. Miał być dzisiaj. Kurier zadzwonił do mnie jak już sobie odjechał spod mojego mieszkania informując mnie o tym fakcie z radością w głosie. Byłam zawiedziona. Dostanę go więc jutro. Może to i lepiej. Taka pogoda zachęca jedynie do magazynowania wody, a nie do aktywności na świeżym powietrzu.
Ps. Wszyscy się ze mnie śmieją w pracy jak wpitalam moje sałatki, a koleżanka ważąca 30kg więcej ode mnie (wyższa raptem 6cm) drwi najgłośniej. To się nazywa motywacja!
Już 8 dzień na "diecie".
poniedziałek, 3 czerwca 2013
I rowerowanie i ćwiczenia.
Full szaleństwo. W ciągu dwóch dni coś robiłam :D wczoraj rozpierała mnie energia, na pieszkę do galerii i do domu, a potem wybrałam się rowerem na ponadgodzinną przejażdżkę. Super. Dziś z kolei gimnastykowałam się w rytm hiciorów ze stacji viva. Jestem pozytywnie zmęczona i zadowolona. Nie mogę się doczekaż aż spadnie ze mnie te 6 kg i zacznę pobiegiwać.
niedziela, 2 czerwca 2013
Spadek kilogramów. Powolne odzyskiwanie chęci do...
życia i treningów, a także do trzymania diety. Przyznam szczerze, że miałam kilka razy myśli, że nie dam rady i już chciałam wszystko ciepnąć w kąt i nażreć się chleba na przykład. Powstrzymywała mnie przed tym wizja zaprzepaszczenia wszystkiego i zaczynania "od nowa". A tego już nie chciałam. To byłby milionowy początek. Jestem tym zmęczona. Dalej więc trzymam gębę na wodzy i odganiam złe myśli jak muchy. Nieśmiało obiecuję sobie jakiś mini trening. Czekam cierpliwie, aż organizm trochę się przyzwyczai do mniejszych porcji żarcia i przestanie wyć o nie. Wczoraj już było całkiem nieźle. Nie odczuwałam nerwów i byłam spokojna. Walczyłam sama ze sobą, bo w domu nawet byłam sama, więc trudno tak się kontrolować. Za chwilę jadę do galerii na zakupy i to również będzie jakaś walka :D
Na wadze mniej 2.4 kg (pewnie woda, ale i tak cieszy, motywuje)
Na wadze mniej 2.4 kg (pewnie woda, ale i tak cieszy, motywuje)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
