niedziela, 2 czerwca 2013

Spadek kilogramów. Powolne odzyskiwanie chęci do...

życia i treningów, a także do trzymania diety. Przyznam szczerze, że miałam kilka razy myśli, że nie dam rady i już chciałam wszystko ciepnąć w kąt i nażreć się chleba na przykład. Powstrzymywała mnie przed tym wizja zaprzepaszczenia wszystkiego i zaczynania "od nowa". A tego już nie chciałam. To byłby milionowy początek. Jestem tym zmęczona. Dalej więc trzymam gębę na wodzy i odganiam złe myśli jak muchy. Nieśmiało obiecuję sobie jakiś mini trening. Czekam cierpliwie, aż organizm trochę się przyzwyczai do mniejszych porcji żarcia i przestanie wyć o nie. Wczoraj już było całkiem nieźle. Nie odczuwałam nerwów i byłam spokojna. Walczyłam sama ze sobą, bo w domu nawet byłam sama, więc trudno tak się kontrolować. Za chwilę jadę do galerii na zakupy i to również będzie jakaś walka :D

Na wadze mniej 2.4 kg (pewnie woda, ale i tak cieszy, motywuje)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz