środa, 31 lipca 2013

Uraz

Stopa nie odpuściła i spuchnięta nadal. Nie wiem jak mam ją włożyć w buta - jakiegokolwiek innego niż sandał. Wakacje za tydzień a ja w czarnej...czarnym lesie. Przyznaję, że opuściłam się w ćwiczeniach i diecie. Nawet lody zeżarłam. Pierwszy raz od ponad dwóch miesięcy. Frustrujące jest to, że nie mogę biegać. 

A pocieszające, że dopadł mnie babski dzień. Może dobrze, bo jest na co zwalić winę. Ogólnie kicha, dno i "motywacjo wróc". Dwa miesiące pracy za mną. Jestem z siebie bardzo dumna. 

1/4 masy zrzucona i o 61 cm mniejsza w obwodach

niedziela, 28 lipca 2013

Lekka przerwa od biegania. Upał!!!

Prawa stopa mnie ostatnio zaskoczyła - po prostu sobie wzięła i spuchła. Może to od nowych butów, które założyłam raz - tenisówki. Naciągnęła mi się stopencja i już. Bolała wczoraj tak, że nie mogłam jej włożyć do buta biegowego. No nic to. 8km poszło w las. Nie marnowałam już przebrania treningowego i wzięłam się za ćwiczenia z hantlami. Poćwiczyłam boso, na dywanie. Poczułam się lepiej. Dziś jest 38 stopni w cieniu i ani myślę iść biegać moich zaplanowanych 15 km. Stopa już mniej boli, ale ryzykować udarem nie mam zamiaru. Wieczorem postaram się porowerować na spokojnie i bez szaleństwa.

Waga spada. Nie spinam się. Zdrowo odżywiam. Nawet czekoladę opędzlowałam i dalej sobie chudnę. Nie poddaję się.

sobota, 20 lipca 2013

Regeneracja.

Dopiero wczoraj czytałam w którymś poradniku RW, że we śnie można się najlepiej zregenerować. Toż to prawda najprawdziwsza! Dziś spałam prawie 11h, wstałam jak młoda bożka. Dzięki czemu poszłam na bieganko - w końcu biegło mi się fajnie, radośnie - do tego stopnia, że po powrocie machnęłam jeden z workoutów Jillian Michaels z serii Body Revolution. 
Od zawsze ją lubiłam. Pamiętam jak sama zaczynałam jakieś podrygiwania ćwiczeniowe około 4 lata temu. Wygląda zdrowo, profesjonalnie mówi do człowieka i ma wersie ćwiczeń dla początkujących i hardcorów. Może to dlatego, że w końcu się wyspałam i odpoczęłam, ale jeszcze bym coś poćwiczyła :D Tyle mam energii. Zostawię na jutrzejszy, długi 12-kilometrowy bieg. 

Czarny humor póki co sobie polazł...

piątek, 19 lipca 2013

52 dni dookoła mnie.

Nie można być cały czas zajebistym i uśmiechniętym. No nie można. Przyszedł na mnie czas zwątpienia, słabości, smutku, żalu i poczucia bezsilności z końcowym: "jak ja mogłam się tak zapuścić". Uczucia owe zostały wyzwolone w pamiętnym dniu wczorajszym, kiedy uradowana poszłam jako typowy galerianin - na obchód. W zamyśle kostium kąpielowy. W rzeczywistości prawie płacz w przymierzalni. No popłakać się nie wypadało. Jestem aż tak niewymiarowa? Duża? Przecież są większe kostiumy! Wtedy stwierdziłam, że jeszcze jest daleko do okej. Docelowo chciałam zrzucić 25 kg. Spadło już 6, czyli 1/5 za mną. Powinnam się cieszyć. Cieszę. Doszłam do tego, że samo bieganie nie wystarczy mi do walki. Trzeba wytoczyć cięższe działa:
Za niecałe 3 tygodnie będę się byczyć na plaży. Morze czeka. Ścieżki rowerowe też. Rowerem też trzeba pojeździć, żeby mieć formę na rower. Dołożę jeszcze 2 treningi tygodniowo z ciężarkami i ze dwie godziny roweru. I może coś ruszy, bo mam cholerne zastoje. Niby wolniej znaczy lepiej, ale dietetyczka też mówiła, że wolno u mnie idzie. W 7.5 tygodnia schudłam 6 kilogramów. Organizm walczy. Nie poddam się! 

W tym czasie pozwalałam sobie raz na jakiś czas na piwko i tyle z ekscesów pozadietowych. Nie żarłam ani razu lodów, które pochłaniałam przed dietą na potęgę. Nie zeżarłam ani jednej czekolady, czekoladki, ciasteczka (wyjątkiem było pół kawałka ciasta weselnego). Nie tęsknię za śmieciowym jedzeniem. Przechodzę obok niego obojętnie. 

Z biegowych newsów:
  • Przebiegłam 14 km
  • Biegam regularnie - nie opuściłam żadnego treningu
  • Garmin mnie wkurza niemiłosiernie, bo nie chce mi się łączyć z kompem - może to wina komputera czy tam systemu?
  • Biega mi się już trochę lżej, ale nie lekko
  • Czasem nienawidzę biegania, ale ogólnie KOCHAM!

wtorek, 9 lipca 2013

Pierwsze 12k. Podsumowanie 6 tygodni.

Zrobiłam to. Mimo, że miałam początek babskich dni, mimo, że dzień wcześniej zaimprezowałam trochę (w sensie wypiłam 2 piwa, a zazwyczaj nie piję). Ranek był dla mnie ciężki, ale postanowiłam, że wykonam plan. Poszłam więc na bieganko o 16.30, kiedy grzało niemiłosiernie. Wzięłam butelkę wody. Jak się później okazało - za małą, bo 0.33l a biegłam 2h.  12 kilometrów trzasłam. Wolna jestem, za wolna, okropny ze mnie żółw. Tłumaczę sobie, że nie ma za wolnego biegania oraz, że jestem jeszcze duuuuża i nie mogę nadwyrężać kolan. Moim zdaniem i tak jest nieźle. Jako naukowiec wierzę w liczby i w to, że jakakolwiek liczba dodatnia jest większa niż zero. Rachunek pokazuje, że idę do przodu. Sumiennie i z radością. 

W czasie ostatnich 30 dni sprawy biegowe miały się następująco:

Także jestem z siebie super zadowolona. Nogi mnie nie bolą. Rozciągam się porządnie. Moczę w solance po cięższych biegach, ale takie biegi "na serio" jeszcze są przede mną :).

Ważna sprawa. Weekendy z racji, że jest okres wakacyjny muszę zamienić za radą RW na środek tygodnia pod kątem długich wybiegań. Będę często wyjeżdżać i nie chciałabym tracić pół dnia na  bieganie mimo, że kocham biegać w niedziele. Dniem na long bieg będzie więc czwartek. 

Dziś kontrola u dietetyka. Po 6 tygodniach od rozpoczęcia walki o nowe ciało i lepsze zdrowie.
Spadło 5.4 kg, a w obwodach 53 cm!!! Waga mnie tak nie cieszy jak spadek cm. Motywacja jest więc ogromna. Od tego tygodnia chciałabym w końcu wprowadzić treningi siłowe, lekkie i pomagające utrzymać sprawność. W moim wypadku będzie to pomieszanie z poplątaniem, ale zamierzam wykorzystać moje 30-kilogramowe hantle. Pewnie nie wykorzystam 1/4 z ich mocy, ale używać będę tyle, ile trzeba. 

Biegów nie zmieniam. Trzymam się planów. Niedługo wprowadzę 1 trening interwałowy. Krótki i efektywny. Wykorzystam w końcu funkcję interwału w Garminie. Kocham ten zegarek swoją drogą. Niedługo opiszę współpracę z nim. 

środa, 3 lipca 2013

Nie pisałam, bo bałam się, że znów zapeszę.

Dokładnie od 5 tygodni jestem na diecie. Staram się również wrócić do aktywnego biegania i przygotować się na pewne wydarzenie w moim życiu. Bieganie na nowo pozwoliło mi przewartościować sprawy zawodowe i prywatne. Jednym słowem, jest lekiem na wszystko. Jedynie czego nie leczy, to bólu nóg (ale to od biegania). 

Czas na małe podsumowanie:
  •  Biegowe
W miesiącu czerwcu zrobiłam prawie wszystkie zaplanowane treningi, więc nowy garmin jest ze mnie dumny.
Prawie wszystkie, ponieważ wyjazd pokrzyżował mi plany. Owszem - wzięłam cały, biegacki ekwipunek, ale pogodna była na nie, pora dnia była na nie, ludzie na nie. No chyba się wszystko sprzeniewierzyło przeciwko pobieganiu w pięknych zakątkach Słowacji. Pogoda była beznadziejna, lało i było bardzo zimno. Poza tym wyjazd służbowy skłonił mnie do uczestniczenia w mniej sportowych przedsięwzięciach. Po powrocie nadrobiłam jeden dzień straty dłuższym wybieganiem niedzielnym, gdzie udało mi się z wielkim trudem namachać 11 km. Tempo mam na prawdę żółwie. Tłumaczę sobie, że jeszcze nie jestem zwinną, szczupłą sarenką, tylko sarną na wypasie, więc "połykam" sobie kilometry zgodnie z założeniem Runner's World. Chciałabym wziąć udział w jakichś zawodach i chciałabym również, żeby to był półmaraton w sierpniu. Biegam pod kątem maratonu, ale póki nie zrzucę wagi i nie zacznie poprawiać mi się tempo - nie mam szans. No chyba, że będzie można ukończyć maraton w 8h haha. 




  1. Dietowe


  2. Wspomniałam, że to już 5 tygodni. Już albo aż. Niekiedy było ciężko. Nie obyło się również bez kryzysów, wkurzania się, krzyków, rzucania butem o ścianę, chwil zwątpienia i zawodu, że "tak mało". Udało mi się zrzucić do tej pory 4.6 kg. Jedni chudną wolniej, drudzy szybciej. Ja ze smutkiem założyłam, że zdrowe chudnięcie, to 2 kg/miesiąc. Tak jest najbezpieczniej i najzdrowiej. Ryzyko dżo-dża jest zdecydowanie zminimalizowane. Życzę sobie tego, aby tak zostało. Waga czasem przekłamuje obraz, ale centymetry też spadły. W sumie spadło mi 39cm! (uwzględniałam: ramiona, biust, talię, brzuch, biodra, uda i łydki). Wynik mnie cieszy niezmiernie. Męczę się coraz mniej i chce mi się ćwiczyć. Lubię przygotowywać sobie zdrowe posiłki, zajmuje mi to już coraz mniej czasu rano, żeby zdążyć do pracy. Nauczyłam się gopsodarować czasem i produktami. Korzystam teraz z bogactwa natury, mieszkam obok ogromnych bazarów, więc świeże warzywa, owoce i nasiona mam pod ręką. Amen. 

    Moje wymiary prezentują się następująco:


    A waga: