Prawa stopa mnie ostatnio zaskoczyła - po prostu sobie wzięła i spuchła. Może to od nowych butów, które założyłam raz - tenisówki. Naciągnęła mi się stopencja i już. Bolała wczoraj tak, że nie mogłam jej włożyć do buta biegowego. No nic to. 8km poszło w las. Nie marnowałam już przebrania treningowego i wzięłam się za ćwiczenia z hantlami. Poćwiczyłam boso, na dywanie. Poczułam się lepiej. Dziś jest 38 stopni w cieniu i ani myślę iść biegać moich zaplanowanych 15 km. Stopa już mniej boli, ale ryzykować udarem nie mam zamiaru. Wieczorem postaram się porowerować na spokojnie i bez szaleństwa.
Waga spada. Nie spinam się. Zdrowo odżywiam. Nawet czekoladę opędzlowałam i dalej sobie chudnę. Nie poddaję się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz