Nie można być cały czas zajebistym i uśmiechniętym. No nie można. Przyszedł na mnie czas zwątpienia, słabości, smutku, żalu i poczucia bezsilności z końcowym: "jak ja mogłam się tak zapuścić". Uczucia owe zostały wyzwolone w pamiętnym dniu wczorajszym, kiedy uradowana poszłam jako typowy galerianin - na obchód. W zamyśle kostium kąpielowy. W rzeczywistości prawie płacz w przymierzalni. No popłakać się nie wypadało. Jestem aż tak niewymiarowa? Duża? Przecież są większe kostiumy! Wtedy stwierdziłam, że jeszcze jest daleko do okej. Docelowo chciałam zrzucić 25 kg. Spadło już 6, czyli 1/5 za mną. Powinnam się cieszyć. Cieszę. Doszłam do tego, że samo bieganie nie wystarczy mi do walki. Trzeba wytoczyć cięższe działa:
Za niecałe 3 tygodnie będę się byczyć na plaży. Morze czeka. Ścieżki rowerowe też. Rowerem też trzeba pojeździć, żeby mieć formę na rower. Dołożę jeszcze 2 treningi tygodniowo z ciężarkami i ze dwie godziny roweru. I może coś ruszy, bo mam cholerne zastoje. Niby wolniej znaczy lepiej, ale dietetyczka też mówiła, że wolno u mnie idzie. W 7.5 tygodnia schudłam 6 kilogramów. Organizm walczy. Nie poddam się!
W tym czasie pozwalałam sobie raz na jakiś czas na piwko i tyle z ekscesów pozadietowych. Nie żarłam ani razu lodów, które pochłaniałam przed dietą na potęgę. Nie zeżarłam ani jednej czekolady, czekoladki, ciasteczka (wyjątkiem było pół kawałka ciasta weselnego). Nie tęsknię za śmieciowym jedzeniem. Przechodzę obok niego obojętnie.
Z biegowych newsów:
- Przebiegłam 14 km
- Biegam regularnie - nie opuściłam żadnego treningu
- Garmin mnie wkurza niemiłosiernie, bo nie chce mi się łączyć z kompem - może to wina komputera czy tam systemu?
- Biega mi się już trochę lżej, ale nie lekko
- Czasem nienawidzę biegania, ale ogólnie KOCHAM!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz