Nieobecność tu nie oznacza nieobecności w ogóle.
Układanie spraw zajmuje czasem trochę więcej czasu niż się założyło na początku, bądź niechęć do pisania jest tak wielka, że samo spojrzenie na bloga powoduje wysypkę. Nie chciałam zapeszać, ani obiecywać. Sobie, komuś kto czyta, światu. Najprawdziwszym w świecie stwierdzeniem jest to, że trzeba się czasem zupełnie zniżyć do poziomu dna i mułu, aby się od niego odbić. Albo przynajmniej spróbować odbić.
Nie poradziłam sobie sama. Oj nie.
Udałam się do dietetyka, prawdziwego. O bardzo dobrej opinii. Ogólnie do poradni medycyny sportowej i bioodnowy. Podeszłam do tematu z pewną dozą sceptycyzmu. Dlaczego? Dlatego, że już bywałam u dietetyków i dostawałam dziwne porady, diety z automatu, zero tłumaczenia, co i jak (choć wiedzę nieskromnie posiadam, gorzej z praktykowaniem jej) i stek bzdur. Tym razem wizyta trwała 1.5 godziny. Pani zapisała o mnie kilka kartek informacji o moim "stanie", "przebiegu". Cały program dostałam dopiero tydzień później.
W tym czasie:
Przebierałam kurczowo nóżkami, żeby już dostać, że doczekać się nie mogę, że już już już natentychmiast! No i co? Obżerałam się, pozwalałam na więcej, lody, pizza, kanapiory, bo? "Przecież dieta dopiero za tydzień". Zamiast powoli się wdrażać i postarać zdrowiej żreć. I jak już dostałam cały program, to drugiego dnia było mi cholernie ciężko zacząć. Czyli wczoraj...
Co zawiera program?
Szczegółową analizę mojego dotychczasowego odżywiania, prób zrzutu wagi, ćwiczeń, biegów (tak, kiedyś biegałam). Jest to swoisty dziennik z tabelami, ocenami, gdzie sama za dobrze wykonane zadania mogę przyznawać sobie punkty (motywujące). Wykresy mnie powaliły na kolana, a zaraz za nimi strona z moimi obecnymi wymiarami i danymi. O żesz ja w ząbek czesana! Że ja? Tyle? Aż? E? Wniosek? Ręka w nocniku. As always.
I dzień.
Straszny. Zdrowe jedzenie puchło w gębie. Nie chciał bebech go przyjąć. Pewnie wolałby pizzę albo coś kanapkowego na koniec zagryzionego migdałowym magnum. Byłam zła, rozdrażniona. Bez energii. Kupiłam Falvit na wzmocnienie - jako zalecenie pani doktor.
II dzień.
Jest dziś. Znowu jestem rozdrażniona. Myślę sobie, że jednak warto pocierpieć, bo potem będzie tylko lepiej.
Waga:
Dużo,2 kg