sobota, 27 kwietnia 2013

The one with the return.

       Łojojojoj. Jak ciężko mi się żyje :D Nie mam sił, ale na szczęście choroba trochę odpuszcza. Nadal nie mam węchu, ale już w miarę oddycham. Leki skończone. Nie myślałam, że na początek sezonu tak mnie pozamiata. Samo się schudło parę kg, dbam też o to, żeby jeść zdrowo. Mimo, że nie czuję smaku przez tego nochala. Wybieram się na zakupy warzywno-ziarenkowo-owocowe. Postanowiłam też nie jeść mięcha przez 2 weeki. Będę wcinać ryby, bo są  bardziej wartościowe. Czuję zwyczajnie odrzut do kurczaków itp. Może przez to chorowanie ciągle. 

           Znowu maj, a ja jestem utyta na maksa. Źle mi z tym. Wstydzę się łazić po ulicach. Przeglądam się w wystawach sklepowych i widzę big ball! 

           Dobrze, że będzie trochę wolnego, to wykorzystam ten czas aktywnie. Odkurzę mój biedny rower i buty biegowe. Już wczoraj sobie myślałam, że skoro w mojej okolicy nie ma gdzie biegać, to będę jeździć rowerem w takie rejony, w których można biegać i ... będę biegać :D

1 komentarz:

  1. łojojojojoj, a Ty jeszcze chorujesz? porażka :/ ja w tym roku przeszłam dwie grypy i to dzięki tej drugiej zmieniłam w końcu dietę i wykluczyłam wszystkie syfy!!! to juz 9 tydzień minął jak nic smieciowego nie wrzuciłam do paszczy. pierwszy raz w życiu też kupiłam świeżego łososia a nie mrozonego jak kiedys i .... DOBRY!!! wyśmienity wręcz! robię na parze, bo ponoć smażenie zabija omega 3 i generalnie psuje rybę, choc smakuje pewnie lepiej... nie wiem. ja generalnie to byłam zawsze trochę antymięsna i w kierunku wege gębą zwrócona, choc nie zawsze mi sie to udawało i czasami wcianałam tez indyki i kuraki. a ja chciałabym spróbować jeden tydzien na czystej paleo diecie, czyli żadnych węgli z kasz i mąki, makaronów tylko warzywa,nasiona, jajka, ryby i mięcho. owoców nie jadam teraz w ogóle [ze względu na pewne schorzenie]. ciekawa jestem jak zmieniło by się ciało? czytalam w książce "Plan wypłukiwania tłuszczu", że dwa tygodnie takiej diety i smalec się topi jak zwariowany!!! w ogóle fajna książka, polecam! jesli chodzi o Twój plan dojeżdżania rowerem po to żeby gdzies pobiegac to ja tak kiedys też robiłam, pomimo iż do parko-lasu, w którym zazwyczaj biegałałam miałam 10 minut truchtem, potem doszłam do wniosku, ze wole juz tam biegac, ale ludzie przyjeżdżaja tam na jogging autami i rowerami też niektórzy. dobry pomysł!!! wlazłam ostatnio na bloga REVOLUTION GIRL z trenera pl. i zobaczyłam jej plan treningowy to się trochę załamałam, bo 6 dni w tygodniu pociska na siłownię [ja wole w domu, więc nie zazdraszczam] i dwa razy dziennie biega po 1 godzinie, rano o 7 i wieczorem o 19... gałki mi wyszły trochę i onimiałam. ja na razie w ogóle nie biegam, roweruje tylko w niedzielę, czasu brak i juz!!! ćwiczę siłowo i na posladki, bo pomimo iż schudłam mimochodem i zupełnie bezbolesnie do rzomiaru dooopki 36 to jestem fat skinny czyli zwisa mi tu i ówdzie, a najgorsze to własnie poslady są i udźce :(((( to mój drugi tydzień porządnego wyciskania. efektów brak, ha, ha, a ja latam do lustra i sie przeglądam jak szalona czasem. nie moge sie doczekac jak coś w końcu ruszy, bo bez ubrania wyglądam very bad :/ shit! a Ty kulko moja okragła, nie wymiekaj tym razem, bo ja pamiętam jak miałam maxymalnie 10 kg nadwagi i czułam się okropnie, więc rozumiem Twój ból. a jak boli to dobrze, to znaczy, że masz juz dość a jak masz dość to zaczniesz w końcu topic te negatywne emocje wraz ze smalcem. do urlopu mam 11 tygodni, myslę, że zwalczę cellulit i podniosę doopsko oraz wytopię galaretę na nogach. co do reszty to nie moge się czepiać, jestem od pasa w górę masakrycznie chuda, więc chciałabym w przyszłośc natrzaskac tam mięcho, czyli trening siłowy na masę, ale to pod koniec roku dopiero. widzisz, nie chce mi sie prowadzc bloga to u Ciebie napierniczam słowot-tfu-rczym slinotokiem, wybacz ;)

    OdpowiedzUsuń