Normalnie pewnie bym nie napisała, gdyby nie udało mi się dziś poćwiczyć. Okropnie zdołowana i psiocząca na swój nędzny żywot znalazłam kilka nowych filmów z ćwiczeniami.
Onegdaj ćwiczyłam z Jillian. Potem mi się znudziło, bo schudłam i zaczęłam przygodę z bieganiem. A teraz trafiłam na ten zestaw. Jestem po pierwszym workoucie i jestem zachwycona. Endorfiny prawie roztrzaskały mi łeb i nawet pomyślałam, żeby drugi raz w dzisiejszym dniu powiczyć, ale potem się opamiętałam. To znak - że okres się zbliża i że nadzwyczajnie chcę chudnąć i ćwiczyć. Bieganie polazło w zapomnienie. Stałam się ospała i żałośnie smutna. Tyle rzeczy przez moją wagę mnie omija. Nie chcę znowu być odludkiem i tracić życia na workowate ubrania, zero fantazyjnego seksu i ogólną niezajefajność. Zapakowałam te filmy w kompa, ubrania biegowe upchałam w torbę podróżną i na święta mam zamiar być aktywna. Nie tylko gębą.
Z tematów próżnej osoby:
- rozjaśniłam końcówki włosów Joanną psika-psik.
- rzęsy rosną jak szalone
- kupiłam bluzkę na chudsze czasy
- kupiłam beznadziejną bransoletkę
W dodatku mam kiepski humor w ogólnym znaczeniu. Ych...
Biegaj! Bo przestanę tu zaglądać! ;-) Wiem, to Cię na pewno zmotywuje.
OdpowiedzUsuńZacznę jak przestanę chorować. Dzięki za kopa, ale nawet dziś nic nie jest w stanie mnie podnieść z łóżka (angina, gorączka i kosmos).
Usuń