piątek, 21 lutego 2014

Plateau, a ósmy tydzień leci.

To, co mnie dopadło. Stagnacja. Zastój mimo wytężonych wysiłków. Zdołowałam się pewnego czasu, ale potem doczytałam, poczytałam na temat zastojów w odchudzaniu i motywacja wróciła. To nic, że czwarty tydzień nie rusza się nic. Tkwię nieustannie w jednej wadze. Co do grama. Wymiary również nie są łaskawe. Nie ma tego złego... Przynajmniej organizm walczy i nie mogę teraz ani trochę odpuścić. Nic z tego. Jeszcze mocniej się zawzięłam. Włączyłam poranne joggingo-marsze do menu aktywności. Staram się w miarę możliwości dużo chodzić. Dużo pić wody z cytryną. Podniosłam ilość białka. Ustawiłam poziom kcal na 1600kcal. Oczywiście orientacyjnie, a nie co do grama. Nie dajmy się zwariować. Dbam tylko o białko i o nieprzesadzenie z tłuszczami. Nie mogę sobie odmówić smażonej na maśle jajówy z pomidorami. Co ja poradzę, że mi tak smakuje po porannym treningu :) 

Działam dalej!

Do lipca będę lepsza. Życzę sobie zmiany nawyków żywieniowych na stałe ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz