Wyczytałam to dziś na blogu Anki Muchy, czy na Pudelku - już nie pamiętam. I... zgadzam się z tym. W szczuplejszej wersji byłam zadowoloną z siebie dziewczyną, w wersji "fat" nie podoba mi się nic w moim życiu.
Dokładnie wg tej receptury powinnam zacząć żyć. A tymczasem poćwiczyłam Ewkę, zrobiłam masę rzeczy z "listy" i szczęśliwa mogę obejrzeć "Prawo Agaty".
Ps. Zrobiłam zupę krem z pomidorów i pieczonej papryki. Mniam!
Ps2. Ćwiczyłam 45 minut, spaliłam 429 kcal. Jestem z siebie dumna.
Ps3. Wszystko mnie napieprza... :/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz