Pogoda nawet ładna. Słońce, ciapa, błoto, ale przynajmniej nie pizga i nie pada. W takim tonie w głowie zaskoczył trybek, aby potruchtać, ruszyć mięśnie i pooddychać świeżym powietrzem. Poza tym nawet się postarałam pojeść zdrowo i w miarę nie podjadać. Spadł mi cukier, poratowałam się mandarynkami i było ok. Mam 3 miesiące na to, by coś zrobić. Bo inaczej będzie płacz, że już lipiec a ja ciągle tłusta/gruba/brzydka/etc. Jutro się zważę i pomierzę. Strach się bać. Postanowiłam, że nie będę się ważyć u siebie, tylko u rodziców. Zmotywuje mnie to do:
- Dbania o własne zdrowie i ciało.
- Częstszego odwiedzania parentsów i kota.
A dziś również w planie wypijanie dużej ilości wody.
ja każde lato oprócz tego 3 lata temu paraduję w długich tunikach za dooopsko i szerokich spodniach albo maxi sukienkach, a rok temu to tak mi udziszcza w lecie podczas 35 C stopni sie o siebie ocierały, że powiedziałam NEVER AGAIN. dzis byłam pobiegać: 6 km, zimno jak cholera, ale jestem happy... :) zobaczysz, że na lato będziemy znowu lachonami :D ja też jutro sie pomierzę i zważę, a co!!!
OdpowiedzUsuńje je je. jednak się nie pobiegło. wyszłam z domu i wpadłam po kostki w błoto, wodę itp. Nie dało rady pobiegać. Nie mogę się doczekać aż pojadę do siebie i polezę na moje ścieżki :)
Usuń